OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cudowne źródełko w Sieteszy oraz człowiek i pies na tradycyjnej wsi…

Zbliża się koniec marca, a więc też i koniec zimowej stagnacji wyjazdowej. Przygotowaliśmy na ten czas materiał wspominkowy – z poprzedniego sezonu, jako zachętę do ruszenia w trasę i odwiedzenia ciekawego miejsca, będąc w okolicy wiosek gminy Kańczuga (niedaleko Gminy Łańcut). Miejsce jest urocze i bardzo spokojne z niesamowitym klimatem uprawianych pól. Pretekstem do pokazania go, jest też z naszej strony chęć, czy wręcz konieczność omówienia tematu: człowiek i pies na niejednej tradycyjnej wsi Podkarpacia, a może też i na szerszym terenie. Dokładniej mówiąc, będzie to krótki przewodnik po stereotypach zachowania i myślenia tradycyjnych gospodarzy na tradycyjnej wsi oraz poradnik:  jak się zachowywać, aby nie napytać sobie biedy.

Najpierw o miejscu, bo naprawdę jest warte odwiedzenia, szczególnie w czasie długiej podróży, w lecie podczas upałów lub po prostu, jeżeli chce się chwilę odpocząć w ciszy i bliskości natury. Chodzi o „cudowne źródełko św. Antoniego” w Sieteszy. Miejsce bardzo nietypowe, ponieważ znajduje się praktycznie w „pustej” przestrzeni, wśród zasianych i uprawianych pól i sadów. W takim otoczeniu, znajduje się kapliczka i zadbane źródełko, dające krystalicznie czystą i bardzo smaczną wodę. O samym źródełku dowiedzieliśmy się przypadkiem – od miejscowego, wiekowego już zduna (budowniczy tradycyjnych pieców kaflowych). Okoliczna ludność od lat otacza miejsce i wodę lokalnym kultem i przypisuje im cudowne właściwości. Legenda mówi, że przechodził tamtędy św. Antoni, a ponieważ był spragniony, uderzył laską w ziemię, z której wypłynęła woda. Historia ma dalszy ciąg (udowadniający cudowne właściwości wody), a cały tekst dla chętnych dostępny jest tutaj.

cudowne źródełko w Sieteszy

cudowne źródełko w Sieteszy

cudowne źródełko w Sieteszy

cudowne źródełko w Sieteszy

 

pierwotna kapliczka św. Antoniego wbudowana w nową kaplicę przy źródełku w Sieteszy

pierwotna kapliczka św. Antoniego wbudowana w nową kaplicę przy źródełku w Sieteszy

rzeźba ludowa na kaplicy źródełka w Sieteszy

rzeźba ludowa na kaplicy źródełka w Sieteszy

nowa rzeźba  św. Antoniego wewnątrz kaplicy przy źródełku w Sieteszy

nowa rzeźba św. Antoniego wewnątrz kaplicy przy źródełku w Sieteszy

stare oleodruki widoczne wewnątrz kaplicy przy źródełku w Sieteszy

stare oleodruki widoczne wewnątrz kaplicy przy źródełku w Sieteszy

 Z ciekawości, ale też i z potrzeby (była kolejna w ostatnich latach susza i deficyty dobrej wody), pojechaliśmy do Sieteszy – wraz z psem. Miejsce bardzo nas zadziwiło i zauroczyło. Przede wszystkim, dzięki umiejscowieniu źródełka w szczerych – uprawianych polach, można spokojnie zabrać psa, wyprowadzić go lub nawet puścić luzem, jeżeli nie ma wielu osób oczekujących w kolejce do nabrania wody. W każdym razie, mimo obecności kilku tutejszych osób, czekających z namaszczeniem na napompowanie wody, nie spotkaliśmy się ze spojrzeniami dezaprobaty, czy „profanacji” miejsca kultu, przez wprowadzenie tam psa (pies był z nami przy źródełku, swobodnie chodził po terenie okolicznym, natomiast nie podchodziliśmy z nim do kapliczki – należy się tego wystrzegać). Dość swobodnie mogliśmy przebywać tam z naszym białasem i dziećmi, a pies nawet mógł się nachłeptać wody prosto ze źródełka i nikt nie odważył się nic powiedzieć.

przy cudownym żródełku w Sieteszy

przy cudownym źródełku w Sieteszy

pies również może napić się przy żródełku

pies również może napić się przy żródełku

Znaliśmy już wcześniej źródełko – św. Jana z Dukli, które jednak otoczone jest obecnie takim kultem i świętością (po odwiedzeniu tego miejsca przez papieża – św. Jana Pawła II), że wyjazd z psem jest tam dość mocno utrudniony. Byliśmy tam kiedyś z naszym psem, ale było to kilka lat temu, kiedy miejsce nie było jeszcze aż tak kultowe i święte… Dlatego właśnie źródełko w Sieteszy zrobiło na nas takie wrażenie – prawie całkowity brak tej całej świętej oprawy, a dookoła pola uprawne i sady. Należy tylko mieć na uwadze, że przy źródełku będą pojawiać się tubylcy po wodę i od czasu do czasu odbywa się tu skromne nabożeństwo (raczej w godzinach popołudniowych). Tak poza tym, naprawdę bardzo przyjemne miejsce, a do tego można napić się bardzo dobrej wody, napoić psa i odpocząć w przyjemnej ciszy i wśród przyrody.

przy źródełku św.  Antoniego w Sieteszy - każdy moze spróbować wody

przy źródełku św. Antoniego w Sieteszy – każdy moze spróbować wody

i jeszcze przy źródełko w Sieteszy

i jeszcze przy źródełko w Sieteszy

W tym momencie musi pojawić się nasz wcześniej zapowiedziany przewodnik i poradnik – nie dla przestrogi, w żadnym wypadku – dla bezpieczeństwa, poszerzenia wiedzy ludowej i uczynienia wizyty na tradycyjnej wsi przyjemną.

W tym miejscu musi również pojawić się wyjaśnienie, że pisząc TRADYCYJNA wieś, myślimy o wsiach oddalonych od dużych miast, gdzie pola są uprawiane wzdłuż i wszerz, a ugorów nie ma, starzy gospodarze i gospodynie nie ruszali się nigdy poza teren swoich włości i dalszego świata nie widzieli, a młodzi wyjeżdżają – uciekają i próbują zapomnieć, że „ze wsi pochodzą”. Im bliżej dużych miast, tym bardziej wsie unowocześniają się lub wręcz przypominają bardziej obrzeża miast, a mieszkańcy najczęściej pracują w mieście, co wprowadza do miejscowości nowoczesność, technologię i cywilizowane myślenie – nawet w kwestii nowoczesnego rolnictwa. O tych cywilizowanych wsiach w tym momencie nie piszemy, odnosimy się do wsi starzejących się, gdzie pozostają głównie starzy o stereotypowym i skostniałym myśleniu, a młodzi uciekają gdzie pieprz rośnie. Natomiast ci młodzi, którzy pozostali i uprawiają ojcowską ziemię, przejmują światopogląd starszyzny… Sami wychowywaliśmy się i mieszkaliśmy w miastach, w blokach, co prawie 9 lat temu porzuciliśmy, na rzecz przeprowadzki na wieś, do zabytkowej drewnianej chałupy. Nie znaliśmy specyfiki życia i myślenia na tradycyjnej wsi i wszystko nam się podobało! Początkowo nie zwracaliśmy uwagi na tajemnicze aluzje, śmiechy w krzakach, lub różne niezrozumiałe zachowania, które wydawały się po prostu zabawne.  Z czasem jednak, zabawnie już nie było, a poznając bliżej starszą ludność (a czasami tez i młodych mieszkających z dziadkami w wioskowych rodzinnych klanach), myślenie i stereotypy zachowań, doszliśmy do wniosku, że trzeba zaznajomić się ze specyficznym przewodnikiem, który pozwoli mieszkańcowi miasta poznać specyfikę mieszkańca tradycyjnej wsi. Myślimy w tym momencie przede wszystkim o mieszkańcach tradycyjnej wsi odciętych od kontaktów z miastem lub cywilizacją, wiekowych, zastanych w myśleniu i o poglądach sprzed co najmniej 70 lat…  Względem takich – tradycyjnych gospodarzy należy przestrzegać kilku zasad:

  1. Pierwsza i najważniejsza zasada – na wsi nie ma ziemi niczyjej – nawet najmniejszy kawałek ziemi (uprawianej, ugoru, łąki, fosy…), zawsze jest czyjś. Nie ma sytuacji, w której chodzi się po ziemi nie należącej do nikogo, nie ma nieużytków ani tym bardziej łąk, po których można biegać bezkarnie, ani ugoru, na którym nikt nas nie zobaczy. Dla tradycyjnego gospodarza, nawet centymetr ziemi ma taką wartość, że można o ten centymetr toczyć batalie przez całe życie… Zawsze, kiedy przemieszczamy się po wsi (poza drogami gminnymi i powiatowymi), należy pytać się właściciela (takowy zapewne stoi w oknie, za krzakiem lub drzewem i bacznie nas obserwuje), czy daną ścieżką można przejść. Nie wolno biegać lub puszczać psa luzem po polach, czy łąkach, nie znając właściciela lub nie mając od niego pozwolenia (a nawet jeśli mamy pozwolenie, to oznacza, że go nie mamy, tylko z grzeczności wyartykułowano do nas słowa pozwolenia). To, co dla mieszczucha jest trawą, łąką lub przewalonym błotem, dla gospodarza jest zasiewem, zbożem lub wartościową trawą dla zwierząt gospodarskich. Nigdy, przenigdy nie wolno wchodzić i zadeptywać nieznanego terenu, nawet jeżeli wydaje się nam, że nikt nas nie widzi – zawsze zza krzaka może wybiec zagniewany gospodarz, który dobitnie pouczy nas, że „ścieżki tu nie ma”. Tyczy się to również psa – psie łapy również zadeptują zasiewy, nawet jeśli to są tycie psie łapy…
  2. Druga ważna zasada: układ człowiek – pies. Dla tradycyjnego, wiekowego gospodarza, pies jest jednym ze zwierząt gospodarskich -  ani nie inteligentniejszym, ani bardziej wiernym, a nawet mniej przydatnym niż inne – nie daje mleka, nie daje mięsa, nie łapie myszy, on tylko szczeka. Prawidłowo całe swoje życie spędza na łańcuchu (niezbyt długim – bo przecież listonosz nie przejdzie), a najczęstszym posiłkiem jest rozmoczony chleb i być może ziemniaki. Jedna z gospodyń kiedyś pochwaliła się, że czasami daje psu surowe jajko, to „mało co się nie zabije za tym jajem”. Najbardziej wartościowe są oczywiście psy agresywne, tyle, że takiemu gospodarz jedzenie daje z kijem – żeby go „nie uchloł”. Poznając takie chowanie psa, nie można więc się dziwić, że wyprowadzanie psa na spacer w tradycyjnej wsi, spotyka się ze zdziwieniem, śmiechem i odczuciem marnowania czasu –  prowadzi się krowę na łąkę, żeby dobre mleko było, ale żeby psa… Tak więc, chcąc zachować dobre układy z lokalnymi gospodarzami starej daty, nigdy, przenigdy nie wdajemy się w dyskusję na temat swojego psa. Nawet, jeżeli gospodarz widzi nas na spacerze z psem, nawet, jeżeli słyszymy prześmiewczą rozmowę pomiędzy mieszkańcami na temat wyprowadzania psa na spacer – udajemy, że tematu nie ma. Uparcie wracamy do tematów typu: pogoda, przewidywania pogody itp. A już w żadnym wypadku nie afiszujemy się przygotowywaniem psu oddzielnych gotowanych posiłków, kupowaniem karmy (karma dla psa po gospodarsku to pasza – „w wolnochłopskim języku”) itp. Najlepiej po prostu omijać ten temat, aby nie usłyszeć pouczeń lub prześmiewczych aluzji lub bezpośrednich krytycznych wypowiedzi.  Jest to niestety zasada nadal panująca na wielu tradycyjnych wsiach. Tradycyjny gospodarz może nawet lubić swojego psa, ale pies jest psem i jak psa należy go traktować… Coraz częściej spotykamy się z ludźmi młodymi, którzy dbają o swoje czworonogi, wyprowadzają psy na spacery, karmią przyzwoicie, biegają z nimi i jeżdżą rowerami. Jest to jednak jeszcze  mniejszość, a zdecydowana większość prezentuje stare poglądy sprzed czasów króla świeczka…
  3. Bezpieczne tematy. Rozmawiając z okolicznymi – tradycyjnymi gospodarzami starej daty (jeżeli jest już taka konieczność), musimy trzymać się wyłącznie bezpiecznych tematów, a więc: pogoda, zmiany pogody, przewidywania pogodowe, anomalie pogodowe itp. Nigdy nie dajmy się wciągnąć w tematy: polityczne, religijne, kościelne, narodowościowe i o kulturze. Unikajmy tych tematów jak ognia – rozmowa może skończyć się awanturą. Nie rozmawiamy również o swoim psie, nie chwalimy się rasą lub broń boże ceną psa – jeżeli za niego zapłaciliśmy. Do pewnego czasu mieliśmy wrażenie, że to tylko my mamy takie spostrzeżenia. Jednak niedawno mieliśmy okazję oglądnąć wywiad ze znanym artystą współczesnym – Leonem Tarasiewiczem. Mieszka on na wsi, pracuje twórczo, odnosi duże sukcesy artystyczne i hoduje rasowe kury. Artysta hoduje wartościowe ptactwo, a nie psy, ale jego wypowiedzi tyczą się tak naprawdę wszystkich niezrozumiałych i nieużytecznych na wsi gatunków zwierząt. Warto posłuchać jego wypowiedzi – cały wywiad dostępny jest tutaj:

Podsumowując cały wpis, naprawdę zachęcamy do odwiedzenia źródełka w Sieteszy. Jest to niezwykle przyjemny i urokliwy zakątek świata i oderwanie od męczącej czasami cywilizacji. Zachęcamy też do odwiedzania wsi, również tych tradycyjnych, przygotujmy się jednak do takiego wyjazdu. Nasz „poradnik” nie ma na celu zniechęcić do wyjazdów na wieś. Jest swego rodzaju przygotowaniem lub przestrogą przed popełnieniem błędu, który może skończyć się nieprzyjemną konfrontacją z miejscowym tradycyjnym, wiekowym gospodarzem. Warto korzystać z uroków wsi, razem ze swoim czworonogiem, warto jednak również mieć świadomość pewnych stereotypów i zastanego myślenia, a też i swojej nieświadomości w czasami najważniejszych tematach. My, jak i wielu innych mieszczuchów, zachwyciło się pięknem zagonów, łąk i obsianych kolorowych pól. Jednak dość nieprzyjemnie odczuliśmy swoje błędy, wynikające z niewiedzy na temat życia na tradycyjnej wsi, stereotypów i myślenia. Gospodarskie upomnienia i sarkazm są nieprzyjemne, a niejednokrotnie bardzo proste w przekazie (zazwyczaj prostackie), więc lepiej tego unikać. Należy natomiast skupiać się na tym co jest interesujące i niezwykle budujące. Od momentu zamieszkania na wsi, udało nam się poznać szerokie grono niezwykłych i bardzo ciekawych osób – zapaleńców w ekstremalnych tematach, zaangażowanych społeczników, samotników – pustelników, świadków II Wojny Światowej itp. Poznaliśmy min. niestandardowego szewca, który zafascynowany zbieraniem staroci, za cel postawił sobie odrestaurowanie dziewiętnastowiecznego drewnianego kurnika.

dziewiętnastowieczny drewniany kurnik

dziewiętnastowieczny drewniany kurnik

dziewiętnastowieczny drewniany kurnik wnętrze

dziewiętnastowieczny drewniany kurnik wnętrze

Więcej o obiekcie znajdziecie i zobaczycie tutaj.

Mieliśmy przyjemność poznać postępową kobietę – reformatorkę, społeczniczkę, pisarkę zafascynowaną wsią i ruchem ludowym na wsiach terenów Łańcuta, jej ostatnio wydana publikacja na ten temat dostępna jest tutaj.

Ludzie_i_zdarzenia_mala

Ludzie_i_zdarzenia_mala

Poznaliśmy również wiekowego już świadka II Wojny Światowej – inżyniera melioracji wodnych, ekologa i  pisarza.

okładka-copy-221x300

okładka-copy-221×300

Więcej o nim samym można zobaczyć tutaj.

Na koniec musimy wspomnieć o człowieku, który już niestety nie żyje, lecz był osobą niezwykłą. Mówimy o nietypowym artyście amatorze, który po przejściu na emeryturę, spełnił swoje rzeźbiarsko – ekologiczne marzenia. Stworzył wspaniały rzeźbiarki ogród, ciesząc się z wycieczek przedszkolaków i zainteresowanych osób.

rzeźbiarski ogród

rzeźbiarski ogród

rzeźbiarski ogród 2

rzeźbiarski ogród 2

Tacy – ciekawi i niestandardowi ludzie stoją na jednym biegunie wsi, a poznaliśmy ich całe mnóstwo, w tym wielu młodych – z prawdziwą pasją, zaangażowaniem i  dążeniami. Na drugim biegunie niestety, zawsze są ci, z którymi lepiej się nie spotykać, nie rozmawiać i nie przejmować tym co mówią i komentują. Prezentują zaściankowość, zacofanie, skrajną nietolerancję, a wszystko jest podszyte najświętszym przekonaniem o swojej racji. Do takich właśnie osób należy stosować nasze wskazówki.

Jak więc odnieść nasz poradnik konkretnie do źródełka w Sieteszy i podobnych mu miejsc? W skrócie tak: jedziemy na miejsce, ciesząc oczy naprawdę ładnymi widokami (urocze tereny z nietypowymi domkami i ciekawymi plenerami, niezwykle przyjemna trasa już do samego źródełka wśród pól). Dojeżdżamy na miejsce i parkujemy w specjalnie przygotowanym tu miejscu (na drodze asfaltowej lub na terenie zielonym – tam gdzie pozostałe samochody) – Broń Panie Boże nigdy nie parkujemy przed czyimś domem, podwórkiem, stajenką i wszelkimi tego typu zabudowaniami! – nie wjeżdżamy gdzie nam się podoba lub wydaje nam się, że nikt nas nie widzi – na wsi nie ma anonimowości. Wysiadamy i sondujemy sytuację: gdy nie ma nikogo, swobodnie przemieszczamy się w okolicach źródełka – możemy puścić psa luzem, zakazujemy mu jednak wchodzenia i biegania po okolicznych zasiewach i sadach (właściciel zawsze może wychylić się zza drzewa, zagonu lub z fosy). Jeżeli przy źródełku są inni oczekujący, pozdrawiamy się uprzejmie „dzień dobry” (bardzo rzadko spotyka się jeszcze pozdrowienie „szczęść Boże” – odpowiadamy tak samo – „szczęść Boże” lub „daj Boże”) i czekamy na swoją kolej. Pies powinien być na smyczy. Oczekując możemy iść na spacer, pooglądać kapliczkę i okoliczne tereny (przy kapliczce – blisko powinien znajdować się tylko człowiek, pies nie ma duszy wg tradycyjnego gospodarza, dlatego nie wolno mu się zbliżać do kapliczki, grozi to profanacją!). Przemieszczamy się przede wszystkim po drodze dojazdowej – nie wchodzimy na zagony, do sadów, ani w żadne poboczne ścieżki – zawsze mogą być na czyimś terenie. Jeżeli któryś z lokalnych gospodarzy pracujących na polu próbuje nas zagadnąć, odpowiadamy grzecznie, a rozmowę nakierowujemy na pogodę (wczorajszą, dzisiejszą, jutrzejszą, za rok, sprzed roku itp.), zawsze omijamy temat psa oraz inne podane przez nas tematy (niebezpieczne). Najlepiej szybko zakończyć wymianę zdań i podążyć w swoją stronę. Jeżeli usłyszymy, że ktokolwiek rozmawia o nas i ostentacyjnie krytykuje naszą obecność (oczywiście do współtowarzyszy, nie do nas – bezczelnie nas obgadując) – nie interweniujemy. Interwencja może zakończyć się ostrą wymianą zdań lub w bardziej zaawansowanym trybie bijatyką`. Po prostu odchodzimy bez słowa, udając, że nic nie słyszeliśmy… Ot i cała historia. Najważniejsze, aby wchłaniać niezwykłą atmosferę tego miejsca – resztą nie należy się przejmować. Miejsce jest tak urocze i spokojne, że warte jest odwiedzenia i wytrzymania wszelkich – ewentualnych niedogodności. My sami, kiedy tylko możemy jeździmy tam dla relaksu!

   A jeżeli spotkamy kogoś, kto naprawdę kocha czworonogi, szanuje je i prawdziwie chce o nich rozmawiać? No, to już zupełnie inna historia – psiarz psiarza zawsze wyczuje i zawsze się z nim dogada! Powodzenia!

4 myśli nt. „Cudowne źródełko w Sieteszy oraz człowiek i pies na tradycyjnej wsi…”

    1. Cieszymy się, że tekst przydał się :-). Dokładnie – od momentu kiedy zamieszkaliśmy na wsi, naoglądaliśmy się różnych dziwnych, a nawet strasznych sytuacji. Musieliśmy też nauczyć się „odpowiedniego zachowania” przy tradycyjnych gospodarzach (co zresztą postanowiliśmy przekazać w tekście), bo wieś rządzi się swoimi prawami (niestety) i trzeba wiedzieć jak i kiedy się zachować, aby nie doprowadzić do jakiejś trudnej sytuacji … Pozdrawiamy!

  1. Wspaniale, że trafiłam na tego bloga! Razem z partnerem jesteśmy z Podkarpacia, wszędzie, gdzie się wybieramy bierzemy ze sobą naszą czworonożną przyjaciółkę. Miło będzie poczytać i czegoś się dowiedzieć, choć przyznam, że odkąd zwiedziłam inne części Polski, duże miasta i nawet inne kraje to jestem załamana podejściem ludzi na Podkarpaciu do zwierząt w miejscach publicznych.

    1. Dziękujemy, bardzo nam miło :-)
      Niestety taka jest prawda – co do Podkarpacia i „wizerunku” zwierząt – czasami jest bardzo trudno, a ludzie prezentują zaściankowość i są nieprzejednani. Te tereny takie po prostu są i ludzie tacy są… Wydaje się, że jedynym rozwiązaniem jest otwarte mówienie o problemie i pokazywanie, że taka zaściankowość działa tylko na niekorzyść samych mieszkańców – coraz częściej widujemy turystów z psimi pupilami, na których tubylcom przecież powinno zależeć…
      Stąd właśnie, staramy się pokazywać te miejsca, w których nie doświadczyliśmy większej dyskryminacji, upomnień, zaglądania psu pod ogon i innych nieznośnych zachowań, a czasami po prostu przestrzegamy przed sytuacjami, które mogą się nieprzyjemnie zakończyć…

Odpowiedz na „JaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>