Kot i pies razem

O psach i kotach razem – w domu i na wyjeździe.

Dzisiejszy wpis , będzie inny niż wszystkie poprzednie. Na ponad rok utknęliśmy wyjazdowo, a powód był ważny i nad-wyraz zajmujący, dlatego postanowiliśmy o nim napisać. Ponadto wiele osób z pewnością będzie zainteresowanych, ponieważ chodzi o integrację i bytowanie psów i kotów razem – zarówno w domu, jak też w podróży.

Historia, którą chcemy przestawić, wydaje się niezwykła, czy wręcz niemożliwa w szarej rzeczywistości, ale chyba właśnie dlatego należy o niej napisać – takie sytuacje zdarzają się przecież niezmiernie rzadko :-). Gdyby jeszcze półtora roku temu, ktoś powiedział nam, że nasze – nie ukrywajmy – nie małe psy i niezbyt zintegrowane z kotem, będą w pełnej zgodzie żyły  z  dwoma kotami – bez bramek i zabezpieczeń „na wszelki wypadek”, powiedzielibyśmy, że to żart i że to niemożliwe! Ale trzeba zacząć od początku…

Pies i kot śpią razem

Pies i kot śpią razem

Każdy psiarz i kociarz wie, że aby w domu była zgoda pomiędzy kotem i psem lub kotami i psami, a właściciel mógł spokojnie przesypiać noce, musi być poprawnie przeprowadzony proces integracyjny. Kiedy ten proces jest najłatwiejszy? – oczywiście wtedy, kiedy i pies i kot są maluchami i dopiero uczą się otaczającego świata oraz spotykanych zwierząt. W Internecie znajduje się mnóstwo rzetelnych stron, w tym również weterynaryjnych, na których można znaleźć dokładne informacje na temat procesu integracji kota z psem i na odwrót, więc nie ma sensu tych informacji powtarzać – każdy może do nich dotrzeć.  W naszym przypadku, nasza biała suka – Chihiro (Biały Owczarek Szwajcarski), poznała pierwszego kota – dorosłego kocura (Dypka), kiedy miała więcej niż 8 miesięcy i jak łatwo się domyśleć, było to stanowczo zbyt późno… Chihiro nie była w stanie skupić się na niczym innym, jak tylko na kocie – jako świetnym obiekcie do aportowania. Kot wywoływał więc reakcje: szczekanie, szczekanie, szczekanie (i tak bez końca), podenerwowanie – bo kot chodzi, biega i skacze, bezgraniczna koncentracja na kocie, próby łapania kota z doskoku i ogólny stres obu stron. nie było w niej chęci zjedzenia kota, lub złapania go i uduszenia, ale był on powodem silnej dekoncentracji, niepokoju i stresu. Pomimo różnych prób integracji, bezstresowe wspólne przebywanie kota i psa było niemożliwe.

 Inną reakcją charakteryzowała się nasza Malamutka – Czubaka. Nie wiedzieliśmy, jakie były jej doświadczenia z kotami, ponieważ dostaliśmy ją, już jako dorosłego psa. Okazało się, że Czukaba jest niezwykle przyjazna, aż za bardzo – tak bardzo, że koniecznie chciała się do kota przytulać i przytulać i leżeć tylko koło niego, co dla kota było bardzo, bardzo ale to bardzo stresujące – różnica wielkości była dość znaczna. Zaznaczyć również należy, że Malamutka kładła się koło kota, przytulała, po czym cały czas go kontrolowała i szturchała pyskiem, jeżeli ten wykonywał niepożądane – w jej ocenie – ruchy lub próbował po prostu sobie pójść. Po jakimś czasie, w domu zagościła więc na stałe specjalna bramka oddzielająca strefę kota i strefę psów. Tak było przez 2 lata, aż Dypek niestety zaginął – był niekastrowanym siedmioletnim kocurem, a dodatkowo, w okolicy  masowo ginęły koty (być może grasował lis lub lisica z młodymi). Po tych doświadczeniach, na długi czas nie zdecydowaliśmy się na wprowadzenie do domu nowego kota, ale bardzo nam go brakowało.

Czubaka i Dypek - wspomnienie

Czubaka i Dypek – wspomnienie

Lata mijały, a my za kotem w domu tęskniliśmy, tylko baliśmy się że sytuacja będzie wyglądać tak samo. Koty były w naszym domu nawet wcześniej niż nasze psy, dlatego dom bez kociego mieszkańca wydawał się niepełny. Planowaliśmy, zastanawialiśmy się jakiego kota można wprowadzić, aby trzymał się domu i dogadał z psami, czy wybierać konkretną – specjalną rasę, w jakim wieku powinien być taki kociak i tak dalej i tak dalej. Aż pewnego dnia, do pracy przyszedł biały kot w czarne łaty – rozsiadł się na fotelu jak wieloletni pracownik, czarował spokojem, spojrzeniem, łagodnością i tak zaczęła się kolejna kocia przygoda. Kot Motor – Wąsikowy, bo tak dostał na imię, trafił do nas jako podrostek, traktowaliśmy go przede wszystkim jako gościa, który sam postanowił u nas zamieszkać. Nadzwyczaj dobrze radził sobie z psami – nie fuczał, nie uciekał, ale  potrafił potraktować psa łapą i delikatnie pazurkami, przez co miał pełen respekt Czubaki. Chihiro natomiast, była już starsza o kilka lat, przeszła już przez 3 mioty, wychowała 24 szczeniaki, trochę przytyła i na kota reagowała … tak samo jak kilka lat wcześniej, czyli: szczekanie, szczekanie, szczekanie (i tak bez końca), podenerwowanie – bo kot chodzi, biega i skacze, bezgraniczna koncentracja na kocie, próby łapania kota z doskoku… Różnica, w porównaniu z poprzednim kotem, była jednak taka, że stresowała się tylko Chihiro, a kot siedział w bezpiecznej odległości i grał jej na nosie. Koniec końców – bramka stref domowych kota i psów, znów była konieczna, o wspólnym spaniu nie było mowy, a  zostawanie psa z kotem w domu samych – nawet nie były brane pod uwagę… Wąsikowy chodził swobodnie po podwórku i nie był kastrowany – w końcu był gościem i postanowiliśmy to uszanować. W okolicy zaczęło pojawiać się więcej kotów – przychodziły, kiedy były wyrzucane przez gospodarzy lub mnożyły się w opuszczonych budynkach. Pojawiały się koty czarne, rude i kolorowe z którymi Motor bawił się i na ogół przebywał. Pewnego razu usłyszeliśmy ruch na parapecie – spoglądamy przez okno, a  za szybą patrzą na nas wielkie oczy niezwykłej – żbikowatej kotki. Miała trzy kolory, a jednocześnie do tego prążki czarne i rude, białą krawatkę i białe skarpetki. Robiła ogromne wrażenie wyglądem i jakąś wyjątkową, kocią mądrością. Nie pozwoliła jednak do siebie podejść – uciekła. Motor wychodził i wracał kiedy chciał, miał swoją przestrzeń, a psy swoją. Tak było przez półtora roku, po tym czasie Wąsikowy zginął w tragicznych okolicznościach. Rozpacz była straszna, a smutek dołujący i depresyjny. Brak kota był szczególnie trudny dla dzieci, które uwielbiały kocie towarzystwo, a kot rozładowywał wszystkie dziecięce napięcia emocjonalne i nastroje.

Kot Motor - Wąsikowy - wspomnienie

Kot Motor – Wąsikowy – wspomnienie

Żal był okropny, ale też i strach, że kolejny kot mógłby zginąć, zaginąć lub w ogóle coś się z nim stanie. Z drugiej jednak strony, dzieci tak bardzo przyzwyczaiły się do zabaw z kotem, że aż żal było patrzeć na ich smutek. Starszy syn bardzo przeżywał wewnętrznie stratę i był małomówny. Baliśmy się jednak brać kolejnego kota, ze względu na wszystkie poprzednie doświadczenia, dlatego sutek był tym większy – kolejnego kota nie chcieliśmy już planować.

Minęło kilka tygodni, a smutek i żal za Motorem wcale nie był mniejszy, było wręcz odwrotnie… Pewnego dnia, w w okolicach sufitu w łazience usłyszeliśmy ciche, ale piskliwe miauczenie.  Na początku nie było wiadomo skąd dochodzi i co się w ogóle dzieje, a miauczenie zaczęło zsuwać się po ścianie w dół  – to mały kot wpadł ze strychu do łazienki – za ścianę gips – karton.  Rozpoczęła się szybka akcja ratunkowa – po zdemolowaniu łazienki, wyjęciu wanny, wycięciu kilku dziur w płycie gips – kartonowej, zobaczyliśmy 2 zaklinowane futrzaki. Najpierw udało się wyjąć malucha szarego w prążki (kotka), a po chwili ze ściany „urodził się” zupełnie biały kocurek – nie mieliśmy wątpliwości – to musi być syn naszego Motora! Nie było w okolicy innych prawie całych białych kocurów! A do tego ten jest zupełnie biały – jak nasza CHihiro – coś takiego – do domu z białym psem wpadł biały kot!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ile było emocji, dzieciaki zachwycone, łazienka zdemolowana, a kociaki zapłakane (dosłownie – wielkie łzy płynęły im po pyszczkach). Maluchy były dosć małe, więc postanowiliśmy odnieść je jeszcze na jakiś czas do matki i monitorować sytuację. Wynieśliśmy kociaki na strych, a tam zastaliśmy tajemniczą -żbikowatą kotkę zza okna, z dwoma dodatkowymi kociakami – czarnym  i biało – rudym. Do tego momentu wielokrotnie wychodziliśmy na strych i nie było żadnych oznak, że są tam jakiekolwiek koty! Kotka w ogóle się nie bała i spokojnie przyjęła oddane kociaki. Pozatykaliśmy wszystkie możliwe „dziury” i rozpoczęły się nasze codzienne wędrówki na strych. Chodziliśmy codziennie po kilka razy, aby dokarmić całą kocią rodzinkę, a także, żeby socjalizować kociaki. I tu bardzo ważna informacja dla wszystkich, którzy planują mieć kota, który ma przebywać z dziećmi lub po prostu ma być zżyty z człowiekiem. Aby kot nie bał się człowieka, nie był dziki i narwany, musi mieć koniecznie codzienny kontakt z człowiekiem od jak najwcześniejszego okresu. Ponadto dochodzi kwestia osobniczego charakteru. Podczas codziennych wycieczek do kociaków zdążyliśmy poznać je bardzo dokładnie i okazało się, że najbardziej przyjazny był  Biały (wyjęty ze ściany) oraz jego  brat rudo – biały. Kotka szara – również wyjęta ze ściany, pomimo przeżyć ze ścianą i codziennego kontaktu z nami, była na wpół dzika, nieufna, a kotek czarny, pozostał w ogóle dziki – nawet jedzenia nie chciał brać. Kotka – matka natomiast, rozsądnie pozwalała na głaskanie siebie i małych oraz na zabawę z kociakami – a wszystko z kocią inteligencja w spojrzeniu. W ten sposób wędrowaliśmy codziennie na strych, a naszym faworytem był Biały – od samego początku wyróżniał się: kiedy przynosiliśmy jedzenie – on spał i to tak bardzo, ze nie można było go dobudzić – wychodził dopiero, kiedy zapach jedzenia rozchodził się po całym strychu. Chodził za nami cały czas i chciał iść z nami, a nie zostać z rodzeństwem, rodzeństwo szło w prawo, a on w lewo, albo wszystkie koty wraz z matką spały, a on sam szalał, no i w końcu – krzyczał najgłośniej ze wszystkich, kiedy wychodziliśmy na strych. Wiedzieliśmy, że już wkrótce będzie można wziąć go do domu, czekaliśmy tylko na dobry moment – zależało nam na tym, aby jak najdłużej był z matką i rodzeństwem oraz nabierał kocich nawyków. Wiedzieliśmy też, że już wkrótce kotka matka – dzika kotka przecież, zrobi to co zazwyczaj dzikie koty robią – tzn. zabierze małe i odejdzie. Po jakimś czasie doszliśmy do wniosku, że można by  wziąć i białego i rudo – białego, bo również jest bardzo spokojny, a wiadomo, że 2 koty czują się raźniej. Nasze plany zostały jednak pokrzyżowane -  kotka wcześniej, niż przypuszczaliśmy – odeszła z małymi. Na strychu była pustka. Zasmuciliśmy się strasznie, szukaliśmy i wołaliśmy, ale nikogo nie było. Szybko postanowiliśmy, że kiedy tylko małe pokażą się gdzieś na horyzoncie, natychmiast zwiniemy białego i rudo – białego do domu! Chodziliśmy po podwórku szukaliśmy w opuszczonych miejscach, ale kotów nie było. Zrezygnowani i przygnębieni wróciliśmy do domu.Po kilku godzinach, na strychu rozległo się głośne miauczenie – wybiegliśmy na górę, a tam Biały! Sam i krzyczy! Pojawiła się również kotka, mruczała, burczała i pokazywała mu wyjście. On natomiast miotał się wybierał – pomiędzy nią, a nami. O dziwo – nie poszedł z kotką – poszedł za nami! Radość była ogromna, a Biały został okrzyknięty najmądrzejszym kotem na świecie!

Biały - Adapter - tuż po adopcji

Biały – Adapter – tuż po adopcji

Biały został przyniesiony do domu, dostał imię Biały – Adapter (bo się sam zaadoptował), a przed nami stało najtrudniejsze zadanie – zintegrowanie psów z nowym kotem. Od razu podjęliśmy decyzje, że Biały nie będzie wychodził z domu – ze względu na niebezpieczeństwa czyhające tu na koty. Trochę z lekiem podjęliśmy pierwszą próbę pokazania go naszej białe suce. Chihiro weszła do pokoju, a my trzymaliśmy kota – Chihiro podeszła do kota powąchała go i ku naszemu zdziwieniu, zaczęła wylizywać go, jak własnego szczeniaka, tzn., dokonała dokładnej toalety kociej pupy. Na tym się nie skończyło – ona naprawdę traktowała Białego, jak swoje własne dziecko – to było zaskakujące i niezwykła, a ta trudna do tej pory kocio – psia sprawa była załatwiona! Z Czubaką również poszło łatwo, ponieważ ona, już wcześniej tolerowała koty i wbrew obawom – wcale nie chciała przytulać się do Adaptera – dlaczego? – bo to on przytulał się do niej … Bardziej trzeba było uważać, aby kot, nie przytulał i  nie łasił się do psów za bardzo – one nie rozumiały, dlaczego ten mały tak się do nich garnie. Biały rozgościł się  w naszym domu i natychmiast został ulubieńcem dzieci.

Biały - przyjaciel

Biały – przyjaciel

Biały śpi

Biały śpi

Oryginał z niego był straszny. Kiedy się go wołało, szedł dalej, ale przychodził, kiedy rozchodził się zapach jedzenia. Kiedy pies szczekał mu prosto w wąsy, on siedział i tylko się patrzył – w ogóle się nie bał, nie odskakiwał.  W końcu pojechaliśmy na coroczne szczepienie psów i pochwaliliśmy się naszemu weterynarzowi, że mamy zupełnie białego kota, którego Chihiro zaadoptowała. A na to lekarz odparł, że zupełnie białe koty, dość często są głuche lub częściowo głuche. I to był klucz do wszystkiego – indywidualista, bo nie słyszy – kiedy się go woła, nie boi się psa – bo nie słyszy szczekania… Z jednej strony, Biały nabrał jeszcze więcej wyjątkowości, ale z drugiej, zaczęliśmy się martwić, że nie będzie łapał myszy – a te się pokazują. I tak właśnie jest – nawet muchy nie złapie – czasami tylko spowolnioną ćmę, lub pająka, który się przykleił i nie ucieka… Problem był spory, ponieważ gryzonie na naszym terenie są prawdziwym utrapieniem. Zaczęliśmy się zastanawiać, nad zgarnięciem również jego brata – biało – rudego, ale nigdzie nie pojawiał się na horyzoncie, a ponadto był już kotem przyzwyczajonym do wyjść na podwórko, a my kotów nie chcieliśmy już wypuszczać.

   W tej zawikłanej sytuacji, pojawiła się jeszcze bardziej zawikłana – a raczej przerażona sąsiadka: w jej szopie za deskami wypadł mały kot, a matka nie chciała go już przyjąć (zbyt długo był poza legowiskiem). Sąsiadka przyszła po pomoc, ponieważ kot był bardzo, bardzo mały, nie potrafił pić mleka, cały się trząsł i okropnie miauczał z głodu i zimna. Okazało się, ze to mała trójkolorowa koteczka (z przewagą rudego) i  że jest siostrą Białego z kolejnego miotu kotki żbikowej – z mądrym kocim spojrzeniem! Nie było rady, trzeba było maluchem się zająć, bo u sąsiadki nie miała szans na przeżycie. Tak trafiła do nas Bura – Fuśka.

Fuśka u mamy

Fuśka u mamy

Fuśka u taty

Fuśka u taty

Kiedy pojawiła się u nas Fuśka, to tak jakby pojawiło się trzecie dziecko – karmienie butelką co kilka godzin, wstawanie w nocy, masowanie brzuszka po jedzeniu, bo mała była jeszcze na etapie wydalenia z siebie czegokolwiek, tylko podczas lizania brzucha przez matkę, a że teraz to my byliśmy matką, wiec to też my musieliśmy o to zadbać. Na polu bitwy pojawiła się również CHihiro i znów okazała się czułą kocią mamą – delikatnie wylizywała małą kocią pupkę i bawiła się z „córcią” – nasza biała suczka, miała już więc dwójkę kocich dzieci i traktowała je jak prawdziwe, własne szczeniaki!

CHihiro i mała Fuśka

CHihiro i mała Fuśka

CHihiro i mała Fuśka 2

CHihiro i mała Fuśka 2

Takie – stałe zajmowanie się Fuśką trwało przez kilka pierwszych tygodni. Potem mała jadła rzadziej i potrafiła się już sama umyć, ale i tak butla była jeszcze potrzebna przez długi czas – no i nie ma co ukrywać, widok kociaka w stanie zachwytu butelkowego, był uroczy.

Fuśka je

Fuśka je

Nawet Biały zajmował się siostrą.

Biały i mała Fuśka

Biały i mała Fuśka

W miarę, jak koty rosły, u Fuśki pojawiały się nowe kolory i nowe rude plamy. Im była większa i wzór na jej futrze stawał się wyraźny, okazywało się, że jest idealną kopią swojej matki – tak właśnie wyglądała żbikowata kotka – ich wspólna matka. Wzory na ciele Fuśki są naprawdę wyjątkowe – nie dość, że ma kilka kolorów, to jeszcze prążki – w dwóch kolorach: czarne i rude, a kwintesencją wyjątkowości są przednie łapy – jedna w rude prążki, a druga w czarne prążki. Taka przeplatanka wzorów, prążków i kolorów, występuje się na całym fuśko – kocio – ciałku.

Biały i Fuśka

Biały i Fuśka

Fuśka

Fuśka

Potem okazało się również, że Fuśka ma bardzo dużo wspólnego z wyglądem naszej rudej suczki – Czubaki – wyglądają, jakby były spokrewnione. To było nieprawdopodobne – pierwszy – biały kot pasował do naszej białej suki, a drugi rudo – biało – bury kot, pasował do naszej rudo – białej suki!

Fuśka i Czubaka

Fuśka i Czubaka

Fuśka i Czubaka 2

Fuśka i Czubaka 2

Nasze psy i koty, nie dość, że pasują kolorami do siebie, to jeszcze żyją ze sobą w pełnej zgodzie, śpią razem, jedzą razem, a nawet zostają same w domu – razem. Czy był w tym nasz integracyjny udział? No chyba raczej średni, bardziej należy tu mówić o szczęściu lub czystym przypadku. Proces integracji nastąpił, jednak nie był wynikiem naszych szczególnie intensywnych działań, lecz wynikał z wyjątkowości całej sytuacji.

Jak więc przebiegła integracja psów z kotami i na odwrót? Okazało się, że bez problemów. Co było tego przyczyną? Zapewne wiek kociąt, brak z ich strony chęci ucieczki lub ataku, ale również wiek naszych suk oraz fakt, że Chihiro rodziła i wychowywała szczeniaki. To wszytko razem dało takie efekty. Czy zawsze tak jest? Nie – nigdy nie ma pewności, jak będzie przebiegał proces integracji. Czasami jest tak dobrze jak u nas teraz, ale czasami jest bardzo trudno – tak jak też u nas, ale z poprzednimi kotami. Jeżeli jest bardzo ciężko, trzeba poradzić się psiego behawiorysty, lub poprosić go o interwencję i plan całej integracji.

Czychiro- Fuska i Biały

Czychiro- Fuska i Biały

Bardzo ważna jeszcze kwestia kotów – jeden, czy więcej? Lepiej, kiedy jest ich więcej – bawią się ze sobą i czują się lepiej, mając kociego kolegę. Ale jest haczyk – nie zawsze dokoptowanie kota do już mieszkającego z nami, przyniesie dobre efekty – obecny kot może dostać depresji. Najlepiej więc jest adoptować od razu kilka kotów w podobnym wieku, lub jeżeli koty są w różnym wieku, to dobrze jest, jeśli już się znają.

Fuśka i Biały

Fuśka i Biały

Pozostaje jeszcze kwestia wyjazdów. O podróżowaniu z psami pisaliśmy na tych podstronach:

WYJAZD ZE SZCZENIĘCIEM – SZCZENIAK W PODRÓŻY

WYJAZD Z DOROSŁYM PSEM – PRZYZWYCZAJENIE DOROSŁEGO PSA DO PODRÓŻY

DŁUGI LUB DALEKI WYJAZD Z PSEM

A jak sprawa ma się z przewozem kotów lub wożeniem kotów i psów razem? Koty bardzo dobrze  czują się w transporterkach i koszykach transportowych. Trzeba zadbać o to, aby kot był do swojego transporterka przyzwyczajony – to już połowa sukcesu. Dobrze też jeździ się kotom razem w transporterku – jeżeli kotów jest więcej, no i oczywiście mieszczą się razem. Niektórzy przewożą też koty w szelkach – przypięte pasami – można też tak, tyle, że jeśli jeszcze przyjdą nam do przewiezienia psy, to  może być problem z miejscami lub ilością pasów, dlatego my używamy transporterka. Transporterek ma też jedną bardzo wygodną cechę – można włożyć od niego na dno podkład higieniczny (wielką „pieluchę” kupioną w aptece lub sklepie dziecięcym), lub nasypać troty (takie jak dla królika lub świnki morskiej) – gdyby kot ze stresu dostał biegunki, zwymiotował, lub zachciało mu się siku. Warto też rozpocząć jazdę z kotem w dość wczesnym – „dziecięcym”  okresie, aby kot zdążył się przyzwyczaić. Jeżeli przegapimy dobry moment, jazda ze spanikowanym kotem kończy się niewiarygodnymi kocimi krzykami, darciem okrutnym i niewyobrażalnym – lepiej jest tego uniknąć. Ponadto, kot może mieć chorobę lokomocyjną i będzie mu wtedy niedobrze – warto mieć środek przeciwwymiotny od weterynarza. Jeżeli przyjdzie nam jechać z kotami i psami na raz, kot lub koty koniecznie muszą być w transporterku, natomiast psy : duże w szelkach i przypięte pasami, małe – również pasami lub w transporterkach. Zanim wybierzemy się w takim- skomplikowanym układzie w długą podróż, zróbmy próbę generalną – aby w trakcie dalekiego wyjazdu nie było niespodzianek. Na każdą podróż ze zwierzętami, należy zawsze pamiętać o zabraniu wody do picia dla futrzaków. Sprawa wydaje się skomplikowana i trudna, jednak przy odpowiedniej organizacji, wszystko jest do przejścia, a nawet, jeżeli przejazd z psami i kotami jest trudnym doświadczeniem, zawsze można się pocieszyć, że już w domu, bytowanie z psami i kotami, daje mnóstwo radości i pozytywnie wpływa na naszą codzienność!

koto - dogo - światło - terapia

koto – dogo – światło – terapia

Biały i jego kule

Biały i jego kule

Czychiro i Biały

Czychiro i Biały

 

Biały

Biały

 

 

 

 

 

Fuśka u taty

 

 

2 myśli nt. „O psach i kotach razem – w domu i na wyjeździe.”

    1. Dziękujemy :-). Było ciężko, ale po rożnych turbulencjach – dzięki ślepemu trafowi udało się. Wychodzi na to, ze jeśli czegoś się naprawdę i bardzo naprawdę chce, to się to w końcu otrzymuje :-).

Odpowiedz na „Wyjazd z psemAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>